niebo o godzinie 17 oglądane zza szyb uniwersytetu ma kolor moich żył a ja mimo to przestaję się w nie wgryzać i go pożądać ponieważ skoro obiecałam sobie zmiany to jakieś w końcu nastąpią
staram się chłonąć wszystko na co natrafiam wyrzucam z przemęczonej głowy myśli że muszę być kogoś że nie poradzę sobie sama że pozwalając działać kompilacji serca z umysłem przy tym nie pozwalając na samodzielne westchnienia serca że wtedy może zacznę spokojniej oddychać ale zawsze pozostaje ale słynne ale które pojawia się znikąd niszczy wszystko i ucieka
przez nie tracę sny
a to boli bo mam skłonności do zbyt szybkiego wznoszenia się i upadania do neurotycznych zachowań do kompulsywnych czynów do zbyt śmiałego balansowania na granicach
(w dalszym ciągu nie umiem znaleźć złotego środka)
//skoro już udaje mi się oddychać i myśleć to obiecuję będę powracać sukcesywnie systematycznie stale,
A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz